<18/19 września 2013 rok>
"Nie bądź niemądra... Twoja siła to i tak tylko NICOŚĆ."
Oparłam głowę o szybę. Chyba gorzej być nie może... Ona jedzie do USA, a mnie zostawia u kuzyna, o którym istnieniu do tej pory nie miałam pojęcia.
-I masz się tam zachowywać- przypomniała mi po raz setny.
-Wiem! Możesz już przestać!?- zdenerwowałam się. Już więcej nic nie mówiłam, ale ona też się nie odzywała, więc niczego nie straciłam. Szczerze to mam w nosie co do mnie mówi. Najgorsze jednak nie jest to, że tak po prostu zostawia mnie u kogoś kogo nie znam, ale to, że będę miała o wiele dalej do szkoły niż przedtem, a przenosić się nie będę.
Wjechałyśmy na przedmieścia Londynu. To tutaj mieszka ten mój cały kuzyn. Znaczy, to mama twierdzi, że to mój kuzyn, ale ja bym nie była tego taka pewna... A co jeżeli chce mnie sprzedać jakiemuś zboczonemu dziadowi żeby sobie sama zamieszkała w USA w spokoju, beze mnie.
-To tutaj, wysiadka- usłyszałam jej głos.
-Naprawdę muszę?- jęknęłam.
-Tak- odpowiedziała stanowczo.
-Ale czemu nie mogę jechać z tobą?- dręczyłam jej zmęczoną osobę.
-Bo nie!- wydarła się. Otworzyłam usta w zamiarze wygarnięcia jej, ale zobaczyłam jej zagniewaną twarz i stwierdziłam, że lepiej się nie odzywać. Ona podeszła do drzwi. Jej pięść kilkakrotnie, lekko uderzyła o dębowe drzwi, a te z kolei uchyliły się i obie zobaczyłyśmy tam uśmiechniętego blondyna.
-Cześć!- powiedziała wesoło mama.
-Em... Czy my się znamy?- zapytał niepewnie chłopak.
-Niall, nie poznajesz mnie? To ja! Suzane!- wykrzyknęła moja matka... Chciałam zapaść się pod ziemię. Wiedziałam, że znowu coś głupiego wykombinowała. Chce podrzucić mnie jakiemuś nieznajomemu. Pewnie znowu się wczoraj napiła.
-Mamo...- jęknęłam po czym otworzyłam drzwi samochodu. Jeszcze raz spojrzałam błagalnie na kobietę. Nie miałam do niej siły.
-Przecież byłam na twoich drugich urodzinach!- oburzyła się.
-To chyba jakaś pomyłka- stwierdził chłopak.
-Nie! nie poznajesz mnie? Zobacz- wyciągnęła telefon z torebki po czym pokazała mu coś. Ja bezsilnie walnęłam głową o samochód. Ta kobieta jest nieprzewidywalna. Jest gotowa wcisnąć jakikolwiek kit obcemu człowiekowi żeby pozbyć się własnego dziecka.
-Ach, no tak! Ciocia Suzane!- chyba go coś oświeciło! Tak, więc jednak się nie napiła. Moje szczęście! Chłopak jednak niepewnie spojrzał na mnie... O Jezu, a co jeśli przeze mnie coś się stanie!?
-A to kto?- spytał nieco ciszej nadal na mnie patrząc.
-Och, no tak... To moja córka, Megan- odpowiedziała mama wskazując na mnie ręką.
-Cześć- uśmiechnęłam się nieśmiało. Żeby jednak nie zrobić z siebie głupka oparłam się o samochód jak jakiś gangster. Mama pokręciła głową. Przypuszczałam, że wyglądałam cool, ale się myliłam...
-Chodzi o to, że muszę wyjechać na co najmniej trzy miesiące... Rozumiesz, problemy w pracy i nie mogę jej zabrać ze sobą...
-Bo mnie nie lubisz- przerwałam jej.
-I... Czy mogłabym ją u ciebie na ten czas zostawić?- dokończyła już na mnie nie patrząc.
-A dlaczego akurat tutaj?- zdziwił się chłopak.
-Bo byłeś najbliżej...- wyjaśniła. Blondyn spojrzał na mnie, a potem znów na mamę.
-Niech będzie, ale tylko trzy miesiące.- oznajmił. Otworzyłam bagażnik i wyciągnęłam z niego moje walizki. Podeszłam z nimi do mamy.
-No to ja jadę, a ty... No wiesz- powiedziała po czym wsiadła do samochodu i po prostu odjechała. Zostawiła mnie z kimś kogo w ogóle nie znam. Jaka odpowiedzialna matka.
-Weź podciągnij spodnie, bo ci gacie widać.- rzuciłam i wparowałam do domu. Postawiłam walizki pod schodami, a sama klapnęłam na czerwonej kanapie po środku salonu. Patrzałam na chłopaka nadal stojącego w drzwiach. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
-No więc... choć pokażę ci gdzie będziesz spać.- powiedział w końcu po czym skierował się ku schodom. Spojrzałam na niego niepewnie.
-Weź moje walizki i podciągnij te spodnie- rzuciłam.
-Czemu mam brać twoje walizki?
-E... bo są ciężkie?- powiedziałam i nie patrząc już na chłopaka pobiegłam na górę. Wniósł te moje dwa ciężary, a następnie zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju gdzie stała jedynie komoda, szafa, biurko i łóżko.
-Co to za pustkowie?- spytałam.
-Twój pokój.- odpowiedział chłopak i rzucił walizki na łóżko. Klapnęłam obok jednej z nich po czym wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni spodni. Odblokowałam ekran. Pięć nieodebranych połączeń.
-Serio?- mruknęłam. Wybrałam numer Lilly.
No dziewczyno, ileż można!?- wykrzyknęła mi do ucha.
Przestań... dobrze wiesz, że jak jestem w samochodzie to nie odbieram
To zacznij!
No weź się opanuj. Uwolnij pozytywną energię- zaśmiałam się.
Ygh...
Nie ważne... co chciałaś?
Chciałam się zapytać czy już dojechałaś i ile ten twój kuzyn ma lat?
Tak dojechałam i nie, nie będziesz do niego zarywać
Ale ja nawet nie..!
Tsa... mi to mów. On ma dwadzieścia lat, więc sorry, ale nie...
Dobra, skończ
Nara bułko
Czemu bułko?
Bo mam focha! Nara buło!
-Ciekawa rozmowa- powiedział blondyn, który cały czas stał w pokoju.
-Nie komentuj- prychnęłam. Wstałam z łóżka i zaczęłam się rozpakowywać, ale gdy otworzyłam szafę natychmiast odłożyłam wszystko do walizek.
-Ile lat temu było tu sprzątane?- spytałam, a chłopak podszedł do szafy i zbadał jej zakamarki wzrokiem. Potem westchnął i klapnął na łóżku.
-Jakieś dwa...
-No to świetnie! Dawaj jakąś szmatę!- zdenerwowałam się.
-Szmatę...- zaśmiał się. Skarciłam go spojrzeniem dzięki czemu chłopak posłusznie poszedł po coś czym mogłabym zetrzeć ten kurz. Wszedł do pokoju i rzucił mi jakąś koszulkę.
-Czyje to?- spytałam.
-Harry'ego- oznajmił, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Kogo?
-Chyba nie myślałaś, że mieszkam w tym wielkim domu sam!
-Nie wiem...
-Mieszkam tu z zespołem... Louis'em, Harry'm, Liamem i Zayn'em.- oznajmił.
-Czekaj, czekaj... Aha, One Direction... Ta, kojarzę- powiedziałam obojętnie i zaczęłam ścierać grubą warstwę szarego kurzu. Gdy skończyłam, wszystkie moje ubrania powędrowały na półki. Odstawiłam walizki do kąta, a sama upadłam bezsilnie na łóżko.
-Nie ma go...- wymamrotałam rozglądając się po pokoju. Chłopaka nie było.
-Meg, rusz dupę i chodź na kolację!- usłyszałam głos Nialla z dołu.
-"Mmm... Kolacja."- pomyślałam. Zbiegłam na parter, a potem do kuchni. Siedzieli tam chłopcy.
-Y...- jęknęłam.
-Ach, no tak. Megan, to Harry, Louis, Liam i Zayn.- powiedział blondyn wskazując po kolei na chłopaków. Uśmiechnęłam się lekko i klapnęłam na wolnym krzesełku. Harry podał mi jakąś brązową breję na talerzu. Gdzieniegdzie było widać ciasto i jakieś warzywa.
-Co to jest?- spytałam z obrzydzeniem odpychając talerz.
-Pizza!- powiedział wesoło Louis.
-Sam robiłem.- pochwalił się chłopak z lokami. Spojrzałam na niego, a potem na talerz i znów na niego.
-Wiesz... następnym razem staraj się nie upodabniać jedzenia do swojej fryzury, okay?
-Ale...- chłopak nie zdążył dokończyć, bo wyszłam z kuchni i powędrowałam na górę, do mojego pokoju. Spojrzałam na moją torebkę. W moich oczach pojawiły się iskry.
-Kanapki!- krzyknęłam i wprost rzuciłam się na łóżko, gdzie leżała torba z zawartością. Wyciągnęłam z niej kanapki po czym szybko zaczęłam je pochłaniać. Gdy byłam najedzona postanowiłam, że sprawdzę co robi reszta.
Powoli wyszłam na korytarz, a następnie skierowałam się w stronę schodów. Z oddali zobaczyłam ich wszystkich siedzących na kanapie i oglądających jakiś nudny horror. Powróciłam do mojego pokoju, wzięłam piżamę, a potem poszłam do łazienki, którą po kilku nieudanych próbach jednak znalazłam. Dowiedziałam się też gdzie Liam i Louis mają pokoje, bo reszta miała na drzwiach tabliczki ze swoimi imionami. Gdy dotarłam do łazienki zrzuciłam z siebie brudne ubrania i wlazłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę. Strugi cieczy spływały po moim ciele.
Wyszłam z pod prysznica i owinęłam się ręcznikiem. Nie wiem co to był za ręcznik... Leżał na półce to wzięłam, mam nadzieję, że chociaż czysty był. Założyłam piżamę, a już po chwili byłam w moim pokoju.
-Ale tu śmierdzi... Padliną? Tak mi się zdaje.- stwierdziłam. Nie mówiąc już nic wyszłam z pokoju. Odszukałam drzwi ozdobione tabliczką z napisem "Niall" i jeszcze jakimś innym napisem, którego nie przeczytałam. Już po chwili leżałam w łóżku chłopaka, przykryta ciepłą kołdrą. Zamknęłam oczy.
Obudziło mnie żółte światło lampy.
-Co ty tu robisz!?- wrzasnął chłopak. Nawet nie odwróciłam się w jego stronę.
-U mnie śmierdzi- powiedziałam cicho.
-I gdzie ja mam spać?
-Wasza kanapa wygląda na wygodną...- oznajmiłam. Ponownie zamknęłam oczy i zasnęłam.
Obudziło mnie mocne szturchnięcie. Machnąłem ręką nad swoją głową.
-Wstawaj bo spóźnisz się do szkoły.- usłyszałam głos. Obróciłam się w jego stronę i lekko uchyliłam powieki. Przede mną stał Niall.
-Idź sobie śpiewać w kiblu- powiedziałam sennie.
-Wstawaj i nie marudź- rzekł blondyn, a następnie pociągnął minie za rękę. Szorowałam po podłodze aż do schodów. Tam chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni. Moja osoba szybko znalazła się na krześle.
-Masz.- powiedział Zayn podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami. Nutella... Mniam. Z lekkim uśmiechem na twarzy, wzięłam pierwszy gryz kanapki. Potem drugi, trzeci i śniadanie zniknęło. Wstałam z krzesła. W jednej chwili znalazłam się w moim pokoju. Spojrzałam na otwartą walizkę, a następnie wyciągnęłam z niej ubrania.
-Kocham Was, następny rozdział w niedzielę c:
Wjechałyśmy na przedmieścia Londynu. To tutaj mieszka ten mój cały kuzyn. Znaczy, to mama twierdzi, że to mój kuzyn, ale ja bym nie była tego taka pewna... A co jeżeli chce mnie sprzedać jakiemuś zboczonemu dziadowi żeby sobie sama zamieszkała w USA w spokoju, beze mnie.
-To tutaj, wysiadka- usłyszałam jej głos.
-Naprawdę muszę?- jęknęłam.
-Tak- odpowiedziała stanowczo.
-Ale czemu nie mogę jechać z tobą?- dręczyłam jej zmęczoną osobę.
-Bo nie!- wydarła się. Otworzyłam usta w zamiarze wygarnięcia jej, ale zobaczyłam jej zagniewaną twarz i stwierdziłam, że lepiej się nie odzywać. Ona podeszła do drzwi. Jej pięść kilkakrotnie, lekko uderzyła o dębowe drzwi, a te z kolei uchyliły się i obie zobaczyłyśmy tam uśmiechniętego blondyna.
-Cześć!- powiedziała wesoło mama.
-Em... Czy my się znamy?- zapytał niepewnie chłopak.
-Niall, nie poznajesz mnie? To ja! Suzane!- wykrzyknęła moja matka... Chciałam zapaść się pod ziemię. Wiedziałam, że znowu coś głupiego wykombinowała. Chce podrzucić mnie jakiemuś nieznajomemu. Pewnie znowu się wczoraj napiła.
-Mamo...- jęknęłam po czym otworzyłam drzwi samochodu. Jeszcze raz spojrzałam błagalnie na kobietę. Nie miałam do niej siły.
-Przecież byłam na twoich drugich urodzinach!- oburzyła się.
-To chyba jakaś pomyłka- stwierdził chłopak.
-Nie! nie poznajesz mnie? Zobacz- wyciągnęła telefon z torebki po czym pokazała mu coś. Ja bezsilnie walnęłam głową o samochód. Ta kobieta jest nieprzewidywalna. Jest gotowa wcisnąć jakikolwiek kit obcemu człowiekowi żeby pozbyć się własnego dziecka.
-Ach, no tak! Ciocia Suzane!- chyba go coś oświeciło! Tak, więc jednak się nie napiła. Moje szczęście! Chłopak jednak niepewnie spojrzał na mnie... O Jezu, a co jeśli przeze mnie coś się stanie!?
-A to kto?- spytał nieco ciszej nadal na mnie patrząc.
-Och, no tak... To moja córka, Megan- odpowiedziała mama wskazując na mnie ręką.
-Cześć- uśmiechnęłam się nieśmiało. Żeby jednak nie zrobić z siebie głupka oparłam się o samochód jak jakiś gangster. Mama pokręciła głową. Przypuszczałam, że wyglądałam cool, ale się myliłam...
-Chodzi o to, że muszę wyjechać na co najmniej trzy miesiące... Rozumiesz, problemy w pracy i nie mogę jej zabrać ze sobą...
-Bo mnie nie lubisz- przerwałam jej.
-I... Czy mogłabym ją u ciebie na ten czas zostawić?- dokończyła już na mnie nie patrząc.
-A dlaczego akurat tutaj?- zdziwił się chłopak.
-Bo byłeś najbliżej...- wyjaśniła. Blondyn spojrzał na mnie, a potem znów na mamę.
-Niech będzie, ale tylko trzy miesiące.- oznajmił. Otworzyłam bagażnik i wyciągnęłam z niego moje walizki. Podeszłam z nimi do mamy.
-No to ja jadę, a ty... No wiesz- powiedziała po czym wsiadła do samochodu i po prostu odjechała. Zostawiła mnie z kimś kogo w ogóle nie znam. Jaka odpowiedzialna matka.
-Weź podciągnij spodnie, bo ci gacie widać.- rzuciłam i wparowałam do domu. Postawiłam walizki pod schodami, a sama klapnęłam na czerwonej kanapie po środku salonu. Patrzałam na chłopaka nadal stojącego w drzwiach. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
-No więc... choć pokażę ci gdzie będziesz spać.- powiedział w końcu po czym skierował się ku schodom. Spojrzałam na niego niepewnie.
-Weź moje walizki i podciągnij te spodnie- rzuciłam.
-Czemu mam brać twoje walizki?
-E... bo są ciężkie?- powiedziałam i nie patrząc już na chłopaka pobiegłam na górę. Wniósł te moje dwa ciężary, a następnie zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju gdzie stała jedynie komoda, szafa, biurko i łóżko.
-Co to za pustkowie?- spytałam.
-Twój pokój.- odpowiedział chłopak i rzucił walizki na łóżko. Klapnęłam obok jednej z nich po czym wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni spodni. Odblokowałam ekran. Pięć nieodebranych połączeń.
-Serio?- mruknęłam. Wybrałam numer Lilly.
No dziewczyno, ileż można!?- wykrzyknęła mi do ucha.
Przestań... dobrze wiesz, że jak jestem w samochodzie to nie odbieram
To zacznij!
No weź się opanuj. Uwolnij pozytywną energię- zaśmiałam się.
Ygh...
Nie ważne... co chciałaś?
Chciałam się zapytać czy już dojechałaś i ile ten twój kuzyn ma lat?
Tak dojechałam i nie, nie będziesz do niego zarywać
Ale ja nawet nie..!
Tsa... mi to mów. On ma dwadzieścia lat, więc sorry, ale nie...
Dobra, skończ
Nara bułko
Czemu bułko?
Bo mam focha! Nara buło!
-Ciekawa rozmowa- powiedział blondyn, który cały czas stał w pokoju.
-Nie komentuj- prychnęłam. Wstałam z łóżka i zaczęłam się rozpakowywać, ale gdy otworzyłam szafę natychmiast odłożyłam wszystko do walizek.
-Ile lat temu było tu sprzątane?- spytałam, a chłopak podszedł do szafy i zbadał jej zakamarki wzrokiem. Potem westchnął i klapnął na łóżku.
-Jakieś dwa...
-No to świetnie! Dawaj jakąś szmatę!- zdenerwowałam się.
-Szmatę...- zaśmiał się. Skarciłam go spojrzeniem dzięki czemu chłopak posłusznie poszedł po coś czym mogłabym zetrzeć ten kurz. Wszedł do pokoju i rzucił mi jakąś koszulkę.
-Czyje to?- spytałam.
-Harry'ego- oznajmił, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Kogo?
-Chyba nie myślałaś, że mieszkam w tym wielkim domu sam!
-Nie wiem...
-Mieszkam tu z zespołem... Louis'em, Harry'm, Liamem i Zayn'em.- oznajmił.
-Czekaj, czekaj... Aha, One Direction... Ta, kojarzę- powiedziałam obojętnie i zaczęłam ścierać grubą warstwę szarego kurzu. Gdy skończyłam, wszystkie moje ubrania powędrowały na półki. Odstawiłam walizki do kąta, a sama upadłam bezsilnie na łóżko.
-Nie ma go...- wymamrotałam rozglądając się po pokoju. Chłopaka nie było.
-Meg, rusz dupę i chodź na kolację!- usłyszałam głos Nialla z dołu.
-"Mmm... Kolacja."- pomyślałam. Zbiegłam na parter, a potem do kuchni. Siedzieli tam chłopcy.
-Y...- jęknęłam.
-Ach, no tak. Megan, to Harry, Louis, Liam i Zayn.- powiedział blondyn wskazując po kolei na chłopaków. Uśmiechnęłam się lekko i klapnęłam na wolnym krzesełku. Harry podał mi jakąś brązową breję na talerzu. Gdzieniegdzie było widać ciasto i jakieś warzywa.
-Co to jest?- spytałam z obrzydzeniem odpychając talerz.
-Pizza!- powiedział wesoło Louis.
-Sam robiłem.- pochwalił się chłopak z lokami. Spojrzałam na niego, a potem na talerz i znów na niego.
-Wiesz... następnym razem staraj się nie upodabniać jedzenia do swojej fryzury, okay?
-Ale...- chłopak nie zdążył dokończyć, bo wyszłam z kuchni i powędrowałam na górę, do mojego pokoju. Spojrzałam na moją torebkę. W moich oczach pojawiły się iskry.
-Kanapki!- krzyknęłam i wprost rzuciłam się na łóżko, gdzie leżała torba z zawartością. Wyciągnęłam z niej kanapki po czym szybko zaczęłam je pochłaniać. Gdy byłam najedzona postanowiłam, że sprawdzę co robi reszta.
Powoli wyszłam na korytarz, a następnie skierowałam się w stronę schodów. Z oddali zobaczyłam ich wszystkich siedzących na kanapie i oglądających jakiś nudny horror. Powróciłam do mojego pokoju, wzięłam piżamę, a potem poszłam do łazienki, którą po kilku nieudanych próbach jednak znalazłam. Dowiedziałam się też gdzie Liam i Louis mają pokoje, bo reszta miała na drzwiach tabliczki ze swoimi imionami. Gdy dotarłam do łazienki zrzuciłam z siebie brudne ubrania i wlazłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę. Strugi cieczy spływały po moim ciele.
Wyszłam z pod prysznica i owinęłam się ręcznikiem. Nie wiem co to był za ręcznik... Leżał na półce to wzięłam, mam nadzieję, że chociaż czysty był. Założyłam piżamę, a już po chwili byłam w moim pokoju.
-Ale tu śmierdzi... Padliną? Tak mi się zdaje.- stwierdziłam. Nie mówiąc już nic wyszłam z pokoju. Odszukałam drzwi ozdobione tabliczką z napisem "Niall" i jeszcze jakimś innym napisem, którego nie przeczytałam. Już po chwili leżałam w łóżku chłopaka, przykryta ciepłą kołdrą. Zamknęłam oczy.
Obudziło mnie żółte światło lampy.
-Co ty tu robisz!?- wrzasnął chłopak. Nawet nie odwróciłam się w jego stronę.
-U mnie śmierdzi- powiedziałam cicho.
-I gdzie ja mam spać?
-Wasza kanapa wygląda na wygodną...- oznajmiłam. Ponownie zamknęłam oczy i zasnęłam.
Obudziło mnie mocne szturchnięcie. Machnąłem ręką nad swoją głową.
-Wstawaj bo spóźnisz się do szkoły.- usłyszałam głos. Obróciłam się w jego stronę i lekko uchyliłam powieki. Przede mną stał Niall.
-Idź sobie śpiewać w kiblu- powiedziałam sennie.
-Wstawaj i nie marudź- rzekł blondyn, a następnie pociągnął minie za rękę. Szorowałam po podłodze aż do schodów. Tam chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni. Moja osoba szybko znalazła się na krześle.
-Masz.- powiedział Zayn podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami. Nutella... Mniam. Z lekkim uśmiechem na twarzy, wzięłam pierwszy gryz kanapki. Potem drugi, trzeci i śniadanie zniknęło. Wstałam z krzesła. W jednej chwili znalazłam się w moim pokoju. Spojrzałam na otwartą walizkę, a następnie wyciągnęłam z niej ubrania.
-Kocham Was, następny rozdział w niedzielę c:
2 komentarze:
No, no, no ,nie zawiodłam się ^^
Świetny pierwszy rozdział :)
Tylko czy Niall nie za szybko się zgodził ?
W ogóle tu wszystko jak na początek dzieje się za szybko.
Powinnaś trochę zwolnić.
Poza tym wszystko jest super ;3
Przepraszam za tak krótki komentarz, potem się rozkręcę, obiecuję :D
A teraz spadam na '17 Again' z moim Zackiem Efronem, aww ;*
Życzę weny i czekam na next ^^
M.
PS Nie przestanę ci truć dupy dopóki nie wyłączysz tej pożal się Boże aplikacji do zatwierdzania komentarzy' ! xD To naprawdę wkurza.
Świetny rozdział. Ogólnie blog inny niż te które do tej pory czytałam. Podoba mi się. :)
Prześlij komentarz