<19 lipca 2013 rok>
"Talent? To taka siła, którą przewyższasz innych."
Spokojnie wyszłam z pokoju obciągając koszulę. Zeszłam na dół i spojrzałam na chłopców siedzących na kanapie. Harry obrócił się w moim kierunku.
-Śmiesznie wyglądasz z tą muchą- powiedział uśmiechając się.
-Zamknij dupę, jestem sexy- uciszyłam go.
-Aleś ty milutka- zachichotał Louis. Wywróciłam oczami i zbliżyłam się do kanapy.
-No... to kto ma prawko i jest na tyle odpowiedzialny żeby nie walnąć w drzewo, nie przejechać psa, nie złamać przepisów czy cokolwiek w tym stylu? Proszę ręka do góry- rzekłam. Niziny.
-A kto chce żelki?- spytałam z ironią. Wszyscy podnieśli obie ręce, a mój kuzyn nawet i nogi. Z pewnych źródeł mam wiedzę o tym iż Harold uwielbia żelki.
-Harry dostaniesz trzy paczki żelków jeśli odwieziesz mnie do szkoły- rzuciłam dojąc mu jedną z paczek Haribo.
-Okay.- wzruszył ramionami, a następnie wstał z kanapy. Założył buty oraz czarną marynarkę. Wziął kluczyki. Ja poprawiłam teczkę na ramieniu i powędrowałam na zewnątrz, a następnie do samochodu. Oczywiście zaprowadził mnie do niego Harry.
-To gdzie ta twoja szkoła?- spytał gdy już wsiedliśmy. Nic nie mówiąc podałam mu adres zapisany na kartce. Przekręcił oczami i odjechaliśmy.
Po jakimś czasie byliśmy na miejscu. Byłam już kilka minut spóźniona, ale nie robiłam z tego powodu tragedii.
-Nie walnij w drzewo- powiedziałam wysiadając.
-Nie pogryź nikogo- odpowiedział na moją głupotę. Nie odzywając się już do chłopaka odeszłam. Natychmiast znalazłam się w budynku.
-199... 200... 201... Jest! 206!- powiedziałam wesoło gdy dotarłam do mojej szafki. Włożyłam tam niepotrzebne rzeczy, a następnie poszłam do klasy od biologii. Zapukałam i weszłam.
-Pani wybaczy drobne spóźnienie, ale problemy ze środkiem transportu...- powiedziałam, po czym klapnęłam w ostatniej ławce, rzędzie przy oknie.
-Mieszkasz dwie ulice stąd- zirytowała się nauczycielka. Carter jest wredną babą... W dodatku naszą wychowawczynią. No więc łatwo nie jest.
-Teraz już nie...
-Jak to?
-Mama w USA, ja na przedmieściach...
-Ale autobusy szkolne nie dojeżdżają na przedmieścia
-I dlatego był problem z transportem. Wie pani ile paczek żelków muszę oddać? Za jeden głupi dojazd do szkoły...
-Żelków?
-No, a czym by pani przekonała dziewiętnastolatka do przywiezienia tutaj? Pieniędzy mu dawać nie będę... Na pewno nie mu.
-Komu?
-Temu debilowi Styles'owi.- zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
-Styles'owi!?- podekscytowało się 80% klasy. Wywróciłam oczami. Nie odezwałam się ani słowem przez najbliższe trzy minuty. Nauczycielka nadal gapiła się na mnie karcąco.
-Oj niech pani wstawi nieobecność i będzie po sprawie! Co się będę tłumaczyć...- rzuciłam.
-No dobrze... Masz farta. Jeśli to się powtórzy dostajesz...
-Uwagę. Tak, tak... Już to przerabiałyśmy- przerwałam kobiecie.
-Nie przypominam sobie żebyśmy były na ty, więc Megan uważaj na to co mówisz
-Ja też sobie nie przypominam, więc niech pani lepiej mówi panno Megan. Mam nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy- przedrzeźniałam nauczycielkę czerwoną do bólu.
-Siadaj!- wykrzyknęła po czym zapewne zaczęła wpisywać mi uwagę. Nienawidzę tej baby. Dalsza część lekcji przebiegła dość znośnie. Miałam tylko dwa upomnienia. Nie jest źle.
Ostatnie kilka minut piątkowej lekcji. Można oszaleć. Całę ciało drży na myśl, że to ostatnia lekcja, która po dzwonku ma zapoczątkować weekend.
-Zapiszcie zadanie domowe.- powiedział nauczyciel. Zaczął bazgrać na tablicy małe, koślawe litery, które jego zdaniem miały ułożyć się w napis "str. 47 zad. 3, 4, 6 i 9". My jednak po długiej znajomości potrafiliśmy odczytać te hieroglify.
Dzwonek! Tyle czasu czekaliśmy na ten upragniony dźwięk! Zamknęłam ćwiczenie od historii i wrzuciłam je do torby. Podobnie zrobiłam z zeszytem, podręcznikiem oraz piórnikiem. Zarzuciłam teczkę na ramię, a moja osoba szybko skierowała się do wyjścia.
-Meg, czekaj!- krzyknęła za mną Lilly.
-Co bułko?- zaśmiałam się gdy do mnie dotarła. Przekręciła oczami, ale uśmiechnęła się do mnie.
-Chcesz do mnie przyjść?- spytałam.
-Jasne! Tylko zadzwonię do domu- oznajmiła dziewczyna. Wyciągnęła z kieszeni spodni telefon, wystukała numer na dotykowej klawiaturze i przyłożyła urządzenie do ucha.
-No hej... Nie przyjdę na obiad... No będę u Meg... Tak.... Wrócę wieczorem... Chyba tak.... Nie... No okay... Ale nie kupuj tych dużych!.... Yhym... No pa, pa....- skończyła rozmawiać.
-Tych dużych?- zaśmiałam się.
-Płatków. Mój tata idzie do skle...
-Rozumiem
-To idziemy do ciebie?
-Tak- powiedziałam krótko i ruszyłyśmy. Zaczęłam iść.
-Gdzie ty pełzasz?
-No na przedmieścia- zirytowałam się.
-Ach, no tak... Czemu to musi być tak daleko!?
-Nie narzekaj- skarciłam ją spojrzeniem. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni biały smartphone. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk mojego dzwonka.
-Kto to?- spytała Lilka.
-Nie wiem... Nieznany numer- rzekłam.
-Odbierz, krzyknij "Naleśnik!" i się rozłącz!- powiedziała przez śmiech dziewczyna. Jej ciemne włosy latały teraz w powietrzu, dookoła niej. Odebrałam ten nieszczęsny telefon.
Słucham?
Czekaj pod szkołą, zaraz przyjadę
Kim jesteś!?- wydarłam się.
Liam
Skąd wy macie mój numer!? Ja pieprzę... Czary!
Czekaj pod szkołą
Nie jestem sama. Przychodzi do mnie przyjaciółka
Nie
Tak
Nie
Tak
Nie
Nie lubię cię i tak!- wydarłam się.
No dobra...
I tak nie miałeś wyboru
Pa...
Narka pączku
-Pączku..?
-Mam do tego słabość- wyznałam śmiejąc się. Zawróciłyśmy i stanęłyśmy pod brzozą, która jak mniemam jest własnością szkoły. Podjechał czarny samochód. Drzwi się otworzyły i obie ujrzałyśmy Liama, rozmawiającego przez telefon.
Wsiadłyśmy na tyły, a zaraz potem wymieniłyśmy spojrzenia. Wgapiłam się w Liama, który nadal rozmawiał przez telefon. Ruszyliśmy.
-Wiesz, że nie można prowadzić rozmawiając przez telefon- uświadomiłam mu.
-Cicho!- skarcił mnie chłopak. Zrobiłam minkę w stylu "foszek forever" i założyłam ręce na klatce piersiowej. Lilly zaczęła się ze mnie śmiać.
-Zamknij się Rose!- naburmuszyłam się. Liam spojrzał na nas z politowaniem. Odłożył telefon na drugie siedzenie, a ja zaczęłam śmiać się głośno robiąc zeza.
-Co ty odwalasz?- spytała Lilly.
-Hahahahah! Głu...! Hahahahah! Głupawka! Hahahahah!- wydusiłam pomiędzy napadami nieopanowanego śmiechu. McRose zrobiła facepalm'a nic już nie mówiąc, a ja dalej śmiałam się w głos. Sama nie wiedziałam z czego... Czy jestem dziwna? Większość ludzi tak myśli. Nic już nie mówiąc zaczęłam wpatrywać się w "przelatujące" domki za oknem.
-Następny rozdział w środę kochani c:
-199... 200... 201... Jest! 206!- powiedziałam wesoło gdy dotarłam do mojej szafki. Włożyłam tam niepotrzebne rzeczy, a następnie poszłam do klasy od biologii. Zapukałam i weszłam.
-Pani wybaczy drobne spóźnienie, ale problemy ze środkiem transportu...- powiedziałam, po czym klapnęłam w ostatniej ławce, rzędzie przy oknie.
-Mieszkasz dwie ulice stąd- zirytowała się nauczycielka. Carter jest wredną babą... W dodatku naszą wychowawczynią. No więc łatwo nie jest.
-Teraz już nie...
-Jak to?
-Mama w USA, ja na przedmieściach...
-Ale autobusy szkolne nie dojeżdżają na przedmieścia
-I dlatego był problem z transportem. Wie pani ile paczek żelków muszę oddać? Za jeden głupi dojazd do szkoły...
-Żelków?
-No, a czym by pani przekonała dziewiętnastolatka do przywiezienia tutaj? Pieniędzy mu dawać nie będę... Na pewno nie mu.
-Komu?
-Temu debilowi Styles'owi.- zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
-Styles'owi!?- podekscytowało się 80% klasy. Wywróciłam oczami. Nie odezwałam się ani słowem przez najbliższe trzy minuty. Nauczycielka nadal gapiła się na mnie karcąco.
-Oj niech pani wstawi nieobecność i będzie po sprawie! Co się będę tłumaczyć...- rzuciłam.
-No dobrze... Masz farta. Jeśli to się powtórzy dostajesz...
-Uwagę. Tak, tak... Już to przerabiałyśmy- przerwałam kobiecie.
-Nie przypominam sobie żebyśmy były na ty, więc Megan uważaj na to co mówisz
-Ja też sobie nie przypominam, więc niech pani lepiej mówi panno Megan. Mam nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy- przedrzeźniałam nauczycielkę czerwoną do bólu.
-Siadaj!- wykrzyknęła po czym zapewne zaczęła wpisywać mi uwagę. Nienawidzę tej baby. Dalsza część lekcji przebiegła dość znośnie. Miałam tylko dwa upomnienia. Nie jest źle.
Ostatnie kilka minut piątkowej lekcji. Można oszaleć. Całę ciało drży na myśl, że to ostatnia lekcja, która po dzwonku ma zapoczątkować weekend.
-Zapiszcie zadanie domowe.- powiedział nauczyciel. Zaczął bazgrać na tablicy małe, koślawe litery, które jego zdaniem miały ułożyć się w napis "str. 47 zad. 3, 4, 6 i 9". My jednak po długiej znajomości potrafiliśmy odczytać te hieroglify.
Dzwonek! Tyle czasu czekaliśmy na ten upragniony dźwięk! Zamknęłam ćwiczenie od historii i wrzuciłam je do torby. Podobnie zrobiłam z zeszytem, podręcznikiem oraz piórnikiem. Zarzuciłam teczkę na ramię, a moja osoba szybko skierowała się do wyjścia.
-Meg, czekaj!- krzyknęła za mną Lilly.
-Co bułko?- zaśmiałam się gdy do mnie dotarła. Przekręciła oczami, ale uśmiechnęła się do mnie.
-Chcesz do mnie przyjść?- spytałam.
-Jasne! Tylko zadzwonię do domu- oznajmiła dziewczyna. Wyciągnęła z kieszeni spodni telefon, wystukała numer na dotykowej klawiaturze i przyłożyła urządzenie do ucha.
-No hej... Nie przyjdę na obiad... No będę u Meg... Tak.... Wrócę wieczorem... Chyba tak.... Nie... No okay... Ale nie kupuj tych dużych!.... Yhym... No pa, pa....- skończyła rozmawiać.
-Tych dużych?- zaśmiałam się.
-Płatków. Mój tata idzie do skle...
-Rozumiem
-To idziemy do ciebie?
-Tak- powiedziałam krótko i ruszyłyśmy. Zaczęłam iść.
-Gdzie ty pełzasz?
-No na przedmieścia- zirytowałam się.
-Ach, no tak... Czemu to musi być tak daleko!?
-Nie narzekaj- skarciłam ją spojrzeniem. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni biały smartphone. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk mojego dzwonka.
-Kto to?- spytała Lilka.
-Nie wiem... Nieznany numer- rzekłam.
-Odbierz, krzyknij "Naleśnik!" i się rozłącz!- powiedziała przez śmiech dziewczyna. Jej ciemne włosy latały teraz w powietrzu, dookoła niej. Odebrałam ten nieszczęsny telefon.
Słucham?
Czekaj pod szkołą, zaraz przyjadę
Kim jesteś!?- wydarłam się.
Liam
Skąd wy macie mój numer!? Ja pieprzę... Czary!
Czekaj pod szkołą
Nie jestem sama. Przychodzi do mnie przyjaciółka
Nie
Tak
Nie
Tak
Nie
Nie lubię cię i tak!- wydarłam się.
No dobra...
I tak nie miałeś wyboru
Pa...
Narka pączku
-Pączku..?
-Mam do tego słabość- wyznałam śmiejąc się. Zawróciłyśmy i stanęłyśmy pod brzozą, która jak mniemam jest własnością szkoły. Podjechał czarny samochód. Drzwi się otworzyły i obie ujrzałyśmy Liama, rozmawiającego przez telefon.
Wsiadłyśmy na tyły, a zaraz potem wymieniłyśmy spojrzenia. Wgapiłam się w Liama, który nadal rozmawiał przez telefon. Ruszyliśmy.
-Wiesz, że nie można prowadzić rozmawiając przez telefon- uświadomiłam mu.
-Cicho!- skarcił mnie chłopak. Zrobiłam minkę w stylu "foszek forever" i założyłam ręce na klatce piersiowej. Lilly zaczęła się ze mnie śmiać.
-Zamknij się Rose!- naburmuszyłam się. Liam spojrzał na nas z politowaniem. Odłożył telefon na drugie siedzenie, a ja zaczęłam śmiać się głośno robiąc zeza.
-Co ty odwalasz?- spytała Lilly.
-Hahahahah! Głu...! Hahahahah! Głupawka! Hahahahah!- wydusiłam pomiędzy napadami nieopanowanego śmiechu. McRose zrobiła facepalm'a nic już nie mówiąc, a ja dalej śmiałam się w głos. Sama nie wiedziałam z czego... Czy jestem dziwna? Większość ludzi tak myśli. Nic już nie mówiąc zaczęłam wpatrywać się w "przelatujące" domki za oknem.
-Następny rozdział w środę kochani c:
2 komentarze:
Genialny rozdział, czekam na nn<3
Całkiem fajny rozdział ;)
Wgl masz bardzo ciekawy styl pisania, taki lekki ^^
Opisujesz normalne, życiowe sytuacje, które pozornie powinny nudzić, a tutaj wciągają :D
Teraz tylko czekam, aż bardziej rozkręcisz akcję ;3
M.
Prześlij komentarz